www.niepelnosprawni.fora.pl

16.03.2018r- DROGA KRZYŻOWA

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.niepelnosprawni.fora.pl Strona Główna -> Spotkania
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Grzesiek
Admin
Admin


Dołączył: 17 Gru 2008
Posty: 604
Przeczytał: 1 temat

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Piotrków Tryb.
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 18:56, 16 Kwi 2018    Temat postu: 16.03.2018r- DROGA KRZYŻOWA

Ja co roku, nasza grupa niepełnosprawnych wraz z księdzem Mariuszem
prowadziła rozważania stacji Drogi Krzyżowej dla wszystkich obecnych w parafii.
Oto czytany tekst:


WSTĘP
Nie ma róży bez cierni, nie ma też drogi bez krzyża. Są krzyże które przychodzą z zewnątrz, które są wypadkową określonych sytuacji lub postaw ludzi. Nie mamy na nie wpływu, chociaż stają się częścią naszego życia, co przyjmujemy raczej bez entuzjazmu. Nie da się od nich uciec, stają się naszym krzyżem, naszą „własnością". Można by tutaj wyliczyć następujące krzyże: nadmiar szkolnych obowiązków, niedobre relacje w pracy, nieznośni sąsiedzi, ciągle rosnące ceny przy malejących dochodach, niepewność jutra, brak wspólnoty „języka" w rodzinie...
Ale są krzyże, które powstają w nas lub dzięki nam, w naszych sercach, na płaszczyźnie woli. Są krzyże, które powstają jako „owoc" takich czy innych, ale zawsze bardzo konkretnych, nie zawsze dobrych wyborów, decyzji, zachowań. Takimi krzyżami są grzechy, które zupełnie świadomie i dobrowolnie popełniamy.
Życie człowieka to nie kończąca się droga grzechu, długie pasmo odejść, zbłądzeń, powrotów. A każdy grzech może stać się cierpieniem. Droga grzechu może stać się drogą krzyża: nie tylko dla Chrystusa, ale także dla nas. Spróbujmy powędrować tą właśnie drogą.

(czytała Kazia Św. )
1. Oskarżenie. Proces, Wyrok.
Żaden grzech nie jest przymusem. Każde zło jest tylko jedną z bardzo wielu możliwości. Każdy grzech jest osobistą, świadomą i do końca dobrowolną decyzją. Życie człowieka jest jego własnością, dlatego on sam musi o nim decydować. Każdy grzech jest bardzo konkretnym wyborem, zawsze takim samym: między dobrem a złem, między Bogiem a szatanem.
Piłat wcale nie był przymuszony. Mógł wybierać między Jezusem a Barabaszem. Mógł wybierać między głosem sumienia a głosem tłumu. Nawet ten wielki rozkrzyczany tłum nic nie mógł mu zrobić. Ale ten tłum wyczuł niezdecydowanie Piłata, wyczuł moment niepewności, zawahania, chęć ucieczki od odpowiedzialności, zbudowanej przez siebie i dla siebie wygodnej stabilizacji. Dlatego ten tłum był taki natarczywy. Niepewność, niezdecydowanie Piłata stało się siłą tego tłumu opętanego żądzą krwi.
Piłat zrobił teatralny gest: zanurzył ręce w misie. Ale to nie uwolniło go wcale od odpowiedzialności. Tamten wyrok był przecież przede wszystkim jego decyzją, jego wyborem. A był to wyrok najtragiczniejszy z możliwych.

(czytała Jasia B. )
2. Przyjęcie krzyża.
Można zmieniać miejsca, adresy, można opuścić dotychczas zajmowane mieszkanie, uciec z tej lub innej miejscowości. Można rzucić w otchłań niepamięci imiona i twarze znajomych, jakieś przykre związane z nimi wydarzenia. Można uciec od innych, ale nie można uciec od siebie.
Gdziekolwiek człowiek pójdzie, wszędzie będzie musiał zabrać siebie, wszędzie będzie spotykał się z sobą. Wchodząc w przyszłość zawsze będzie musiał wychodzić z przeszłości. Tego cośmy przeżywali, tego cośmy wybierali nie da się wymazać z pamięci. Bo to jest częścią nas samych.
Wszyscy jesteśmy dotknięci skutkami grzechu pierworodnego, wszyscy jesteśmy jakoś duchowo pęknięci, rozdarci, okaleczeni. Niemal na każdym kroku doświadczamy własnej ograniczoności fizycznej i duchowej. Nasze niezadowolenie i bunt niczego nie zmienią. Musimy zgodzić się na samych siebie, na naszą małość. Tylko wtedy będziemy mogli siebie pokochać. Tylko wtedy będziemy mogli iść dalej.

(czytała Danusia K. )
3. Pierwszy upadek.
Sklepowe wystawy: zawsze kolorowe, niekiedy mrugające porozumiewawczo iskierkami światełek. Dziesiątki, setki półek wypełnionych po brzegi towarem. Bajecznie kolorowe, szeleszczące, eleganckie opakowania zwracają na siebie uwagę. Wręcz zmuszają do zatrzymania się, do pooglądania, przykuwają oczy, budzą dreszcz pożądania. Tak wiele obiecują.
Grzech to także interes, który trzeba umiejętnie poprowadzić, a więc trzeba znać „prawa rynku", zawiłości ludzkiej psychiki. Szatan jest wspaniałym specjalistą w tej dziedzinie. Szatan był zawsze mistrzem reklamy. Po wielu wiekach jest nadal w dobrej formie. On wie jakich trzeba użyć słów, co trzeba obiecać, żeby obudzić ciekawość, żeby zmobilizować człowieka do wyciągnięcia ręki po reklamowany „towar".
Jakże często bywa tak, że ów wymarzony interes okazuje się najbardziej deficytową — przynajmniej dla człowieka — transakcją. Jakże często po rozpakowaniu owego bajecznego opakowania okazuje się, że zamiast czekoladowego, smacznego cukierka trafia się na zwyczajny, niesamowicie twardy landrynek. Jakże często traci się wszystko, aby zyskać wielkie nic.

(czytała Jadzia Smyczek )
4. Spotkanie z Matką.
To ona dała nam życie. To ona zmieniała mokre pieluchy, godzinami czuwała nad kołyską, chodziła do lekarza. To ona uczyła odkrywania i zachwycania się światem, wszystko pokazywała palcem. To ona wszystko nazywała po imieniu. To ona uczyła nas pierwszych modlitw i znaku krzyża. To ona próbowała nas nauczyć odróżniać dobro od zła.
To ona była naszą największą świętością, pierwszym i niepodważalnym autorytetem. To ona robiła wszystko, żeby zbudować w nas piękne, wspaniałe człowieczeństwo. W jej obecności pokusy stawały się mniej atrakcyjne. W jej obecności świat stawał się piękniejszy. Wystarczyło jej smutne spojrzenie albo mała, pojedyncza łza, żebyśmy zrozumieli swój błąd. Potrafiła tak wiele powiedzieć bez słów.
Dobrze, że przynajmniej od czasu do czasu staje na naszej drodze. Jej obecność daje nam światło i moc. Jej obecność pomaga trwać przy dobru.

(czytała Bogusia Sz.)
5. Przymuszone dobro — Szymon z Cyreny.
Kobieta cudzołożna i celnicy z kart Ewangelii to byli ludzie w pewnym sensie trędowaci. Popełnili grzech, złamali obowiązujące wówczas prawo, nie respektowali norm, które zabezpieczały dobro wspólne tamtej społeczności. Dlatego byli pozostawieni sami sobie, odizolowani, wyśmiani, osądzeni, odrzuceni przez sprawiedliwych, odrzuceni przez swoich najbliższych. Właściwie nikt nie dawał im szansy powrotu do normalności. Właściwie nikt nie wierzył w możliwość ich ocalenia. Właściwie wszyscy spisali ich na straty. A wszystko to działo się w majestacie obowiązującego prawa.
Podobnie jest dzisiaj. Mordercy, gwałciciele, złodzieje, pijacy, bezdomni z małych i dużych dworców, nadal są „trędowaci" i nie mogą liczyć na sympatię otoczenia, nie mogą liczyć na akceptację i miłość. Dobrze, że przynajmniej niektórzy są przymuszeni do bycia z nimi, jakby przymuszeni do dźwigania ich ciężarów. Bo może się okazać, że pod łachmanami okrywającymi ich ciało, kryje się normalne, ciągle bijące serce.

(czytał Grzesiek D.)
6. Bezinteresowna miłość — Weronika.
Są ludzie, którzy potrafią być inni, „nienormalni", współczujący. Są ludzie, którzy nie szufladkują, nie osądzają i nie potępiają, nie wyłapują czyichś czarnych plam, nie cieszą się z czyichś potknięć. Są ludzie, którzy potrafią zainteresować się leżącym na chodniku człowiekiem. Są tacy, którzy potrafią podnieść z ulicy pijanego człowieka, którzy nie zrażają się jego wielce nieestetycznym wyglądem, którzy potrafią ubrudzić swoje czyste ręce i śnieżnobiałą koszulę w trakcie odprowadzania go do domu. Są tacy, którzy nie odwracają się ze wstrętem od człowieka zarażonego wirusem HIV, ani od narkomana, który nie potrafi wytrzymać z innymi i z sobą, którego zachowanie dalekie jest od normalności. Są tacy, którzy nie pokazują palcem i nie wyśmiewają publicznie młodej dziewczyny z nieślubnym dzieckiem.
Spotkanie takich ludzi jest bardzo potrzebne. Dzięki nim świat staje się jaśniejszy. Dzięki nim łzy mniej pieką. Dzięki nim znowu chce się żyć. Dzięki nim krzyż nie wydaje się taki ciężki. Dzięki nim można ciągle wierzyć w człowieka.

(czytał Darek K.)
7. Drugi upadek.
Prawo serii. Pierwszy poruszony kamień zawsze porusza następne kamienie, aby w końcu wywołać lawinę. Można znaleźć sposób, aby zatrzymać pojedynczy kamień, ale nie ma sposobu, żeby zatrzymać lawinę.
Mur, w którym następuje pęknięcie zawsze będzie najsłabszy w miejscu owego pęknięcia. Im więcej bywa takich pęknięć, tym łatwiej można ten mur przewrócić, pokruszyć, zniszczyć.
Grzech to nie tylko poranione ciało, ale przede wszystkim „pęknięta" dusza. Samo przyglądanie się chorobie — grzechowi nie wystarczy aby odzyskać zdrowie, aby wrócić do pierwotnej sprawności. Potrzebna jest wizyta u prawdziwego lekarza, który musi postawić trafną diagnozę i wybrać odpowiednią terapię. Grzech także nie umrze śmiercią naturalną. Trzeba go „utopić" w czeluściach konfesjonału, w nieskończoności Bożego miłosierdzia.
Trzeba się otworzyć przed Bogiem. Trzeba się napełnić Jego łaską. Tylko wtedy słabość przestanie być słabością. Tylko wtedy grzech stanie się autentycznym budowaniem wiary, charakteru, osobowości. Spowiedź jest zawsze transfuzją Bożej Mocy, transfuzją Życia.

(czytała Małgosia D.)
8. Współczująca obecność — niewiasty jerozolimskie.
Człowiek, który doświadcza niepewności, ciężarów choroby raczej nie chce być sam. Potrzebuje dobrej, współczującej, a więc wzmacniającej obecności innych. Bez tego ciężar choroby może się okazać ciężarem ponad siły.
Grzech — jak każda choroba — wymaga współczucia. Niekiedy nie możemy zrobić niczego konkretnego dla kogoś, kto cierpi. Niekiedy nie możemy ofiarować niczego poza zwyczajną obecnością. Niekiedy możemy dać komuś tylko łzy — nic więcej. Ważne jest aby o tym nie zapominać. Ważne jest, żeby z tego nie rezygnować.
Człowiek, który zostaje zupełnie sam ze swoimi problemami, ze swoją chorobą, ze swoim grzechem, może ulec rozpaczy, może się pogrążyć jeszcze bardziej. A wtedy może utracić wszystko: także zbawienie.

(czytała Krysia D.)
9. Trzeci upadek.
Powracająca co roku choroba, choćby najzwyczajniejsza grypa, staje się bardzo niebezpieczna, gdyż po każdej kuracji organizm jest bardziej osłabiony działaniem konkretnych lekarstw, głównie antybiotyków i dlatego uruchamia coraz słabszą obronę, staje się coraz bardziej uległy, podatny na działanie wirusa. Powracająca co pewien czas wysoka fala takiej czy innej namiętności, pokusy, grzechu, także bywa bardziej niebezpieczna. Bo człowiek może się czuć osłabiony nieustanną walką. Bo człowiek ma coraz mniej sił, odporności, coraz trudniej przychodzi mu koncentracja uwagi, wewnętrzna mobilizacja. I może się zdarzyć, że dojdzie do pewnego przyzwyczajenia, nałogu, otępienia, rezygnacji, obniżenia „lotów". I może się zdarzyć, że człowiek przyzwyczai się do konkretnego grzechu, że go polubi, że go zamelduje na stałe. Każdy grzech ponawiany wielokrotnie powoduje zmniejszenie lub wręcz utratę wrażliwości. Człowiek, który zdradził jeden jedyny raz, może potem zdradzić wiele razy, gdyż w pewnym momencie przekroczył niedopuszczalną granicę.
Jedynie jasne i wyraźne widzenie celu może sprawić, że człowiek podniesie się z upadku. Ten, kto stracił z oczu cel, pozostanie już na zawsze w swoim upadku, zgodzi się na przegraną.

(czytała Józia Sz.)
10. Obnażanie z szat.
Grzech jest momentem najgłębszego obnażenia, odsłonięcia tego, co w nas najsłabsze, najbardziej odrażające. Grzech jest momentem, kiedy odpada od nas makijaż dobrych słów, obietnic, przyrzeczeń, deklaracji, naszego wielomówstwa i krasomówstwa. Grzech jest momentem, kiedy wszystkie pozory, nasze alibi, nieprawdziwe gesty i zachowania ulatują w krótkim błysku chwili, a my stajemy w całej prawdzie przed Bogiem, przed ludźmi, przed sobą.
Człowiek, który nigdy nie popełniłby żadnego grzechu, który nigdy nie doświadczyłby goryczy własnej słabości, ciągle żyłby w wygodnych złudzeniach, miałby nieprawdziwy obraz siebie. Grzech jest potrzebny po to, żeby człowiek przejrzał. Nasza słabość potrzebuje Bożej mocy — każdy grzech nam o tym przypomina. Każdy grzech może być zatem głębszym wejściem w Boga, w Jego niepojętą i nieogarnioną Miłość, w Jego nieskończone miłosierdzie.

(czytała Ola Nowakowska)
11. Przybicie do krzyża.
Wyschnięte belki krzyża i metalowe gwoździe są dziwnie twarde, chropowate, nieustępliwe. One nie tylko ograniczają swobodę człowieka, one wręcz unieruchamiają go w konkretnym miejscu i czasie. One zatrzymują człowieka i nie pozwalają mu iść dalej, nie pozwalają na żadne inne działanie.
Podobnie jest z grzechem. Każde zło ma swoje miejsce i czas. Każdy grzech dzieje się w określonych realiach, w ściśle określonej scenerii, w jakimś tle. I każdy grzech pochłania człowieka bez reszty, całkowicie, zabierając go tylko dla siebie.
Można by zapewne zaryzykować stwierdzenie, że grzech jest „ukrzyżowaniem" człowieka. Jedyna różnica polega na tym, że człowiek, który decyduje się na grzech, decyduje się jednocześnie na ukrzyżowanie samego siebie, czyli krzyżuje siebie własnymi rękami. W każdej pozornej przyjemności kryje się ból, który człowiek nie tylko odnajdzie, ale będzie go musiał udźwignąć.

(czytała Wanda P.)
12. Śmierć na krzyżu.
Chwila śmierci była bez wątpienia najtragiczniejszą chwilą w życiu Chrystusa. Ogrom zła, ogrom ludzkiej podłości, którego Chrystus doświadczył, zaowocował ogromem cierpienia, ogromem niewyobrażalnym dla tych, którzy stali z boku, którzy byli zwyczajnymi kibicami. Nic dziwnego, że w tej upiornej, wręcz koszmarnej chwili, Chrystus powiedział: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" W chwili krańcowego wyczerpania Chrystus miał poczucie całkowitego opuszczenia.
W życiu zwyczajnych ludzi bywa odwrotnie. To nie Bóg odchodzi od nas, ile raczej my odchodzimy od Boga. Jakże wiele konkretnych śmierci jest wynikiem odejścia od Boga, zlekceważeniem Jego przykazań, nie posłuchaniem Jego napomnień i podpowiedzi. Niepotrzebne czy nadmierne spożycie alkoholu, płynący stąd brak kontroli własnych zachowań, brak świadomości czy niespodziewanie wyolbrzymiona, niczym nie uzasadniona agresywność, fundowanie sobie kolejnej narkotycznej „złotej strzały", zdrady małżeńskie, brak miłości bliźniego w skrajnych sytuacjach posunięty do chuligańskich wybryków, gwałtów i morderstw... Tak wiele niepotrzebnych zranień. Tak wiele niepotrzebnych łez. Tak wiele niepotrzebnych śmierci.
A wszystkich tych dramatów można by uniknąć, gdyby ludzie realizowali wolę Bożą, tak jak czynił to Chrystus. Wtedy wszyscy w chwili śmierci mogliby ze spokojem powtórzyć słowa Chrystusa: „Wykonało się!"

(czytała Bożenka Ż.)
13. Zdjęcie z krzyża.
Jakże często to, co mówią ludzie brzmi absurdalnie i nieprawdziwie. Takim często powtarzanym kłamstwem jest zdanie: Moja wiara to moja sprawa prywatna. Moje grzechy są moją osobistą sprawą. Proszę się nie wtrącać.
Każdy rzucony przeze mnie kamień ma swój tor lotu. Każdy rzucony przeze mnie kamień może trafić w tę czy inną osobę, może skaleczyć czy nawet zabić. Każdy grzech jak kamień rzucony w wodę, zatacza szerokie kręgi. Po pogrzebie tych, którzy sami sobie przygotowali śmierć, którzy wybrali ją decydując się na konkretny grzech, na złamanie konkretnego przykazania, konkretnej „normy bezpieczeństwa", pozostają ludzie, którzy przeżywają ból. To właśnie oni biorą udział w ceremoniach pogrzebowych. To właśnie oni wylewają łzy, których nie zatrzyma żadna tabletka. To właśnie oni siadają przy stole, gdzie ciągle odnajdują puste miejsce. To właśnie oni zostaną okradzeni z czyjejś obecności.
Warto o tym pomyśleć, zanim będzie za późno. Bo przecież z każdej drogi można zawrócić. oni czują w sercach radość, radość nieba. I tylko oni potrafią śpiewać — nawet w najtrudniejszych chwilach życia — pieśń radości.

(czytała Asia Papiewska)
14. Złożenie do grobu.
Chrystus przyszedł na Ziemię, aby zbawić wszystkich ludzi. Chrystus nie ograniczył zbawienia tylko do niektórych, tylko do wybranych. Chrystus przyszedł na Ziemię do wszystkich i dla wszystkich. Dla Niego każdy człowiek jest tak samo ważny i wartościowy. Ale On powiedział wyraźnie na kartach Swojej Ewangelii, że nie wszyscy ludzie będą zbawieni. To On niejednokrotnie wypowiadał te straszne słowa: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci w ogień wieczny. Zaprawdę powiadam wam: nie znam was.
Każdego dnia ludzie stają na skrzyżowaniu dróg. Każdego dnia każdy z nas staje na skrzyżowaniu dróg, I każdy musi wybierać: między dobrem a złem, między błogosławieństwem a przekleństwem, między Bogiem a szatanem, między życiem a śmiercią, między zbawieniem i potępieniem.
W każdej chwili decydujemy o swojej wieczności.

ZAKOŃCZENIE
Jeżeli miałeś możliwość przebywania w szpitalu, bycia przy kimś chorym, szczególnie nieuleczalnie, jeżeli mogłeś bezpośrednio przeżywać czyjąś agonię, obserwować czyjąś śmierć, wtedy na pewno cieszyłeś się, że to nie ty musisz cierpieć, że to nie ty musisz umierać. Wtedy na pewno dziękowałeś Panu Bogu za przecudowny dar życia. I odchodziłeś ze szpitala „mądrzejszy".
Codziennie spotykasz dziesiątki i setki osób, „dotykasz" ich specyficznej choroby, czyli grzechu. Oby także to doświadczenie czyniło cię mądrzejszym! Obyś sam nie zatęsknił za ich chorobą, za ich grzechem! Módl się, żebyś nie utracił płaszcza i pierścienia z Chrystusowej przypowieści, żebyś nie utracił Jego łaski. Bo tylko ludzie wypełnieni Bożą łaską potrafią „latać" i „świecić". Tylko oni czują w sercach radość, radość nieba. I tylko oni potrafią śpiewać - nawet w najtrudniejszych chwilach życia - pieśń radości.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Grzesiek dnia Czw 22:01, 26 Kwi 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.niepelnosprawni.fora.pl Strona Główna -> Spotkania Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Flower Power phpBB theme by Flowers Online.
Regulamin